Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marian Turwid. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marian Turwid. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 stycznia 2018

W kręgu Hubertusa cz. 3

Oto kolejne trzy postaci z grona Poetów Nieznanych. Z pewnością były też inne osoby zafascynowane Hubertusem, które przez Towarzystwo się przewinęły. Niemniej dla nich przygoda z poezją była tylko barwnym epizodem, więc na trwałe w świadomości uczestników cotygodniowych wędrówek po knajpach podłych się nie zapisały. 


Cyryl Zimny, czyli Zimny Wrzask






Mówi o sobie „Zimny Wrzask” (uprawiam wrzaski, bo na ludzi trzeba krzyczeć, żeby poznali się na poezji), nie rozstaje się ze słownikiem ortograficznym (to Biblia najświętsza mojego pisania) i uważa się za poetę alfabetycznego
Wedle jednych członków Towarzystwa przydomek nadał mu sam Hubertus w barze „Pod Wisielcem” (bar „Powszechny” na rogu Hetmańskiej i Sienkiewicza w Bydgoszczy). Hubertus wylał mu na głowę piwo ze słowami:
- Cyrylu Zimny, bądź zimny jak piwo. A ponieważ jesteś Ostatnim Mohikaninem słownika ortograficznego, w imieniu naszej poezji kulawej nadaję ci imię „Zimny Wrzask”, abyś na pohybel ortograficznym ignorantom pisał, amen. –
Inni z kolei byli mniej romantyczni. Przydomek łączyli z nalewką Benedykta Orechwo, która była tak mocna, że po wychyleniu kieliszka artysta aż się zapowietrzył. Poza tym podejrzewali, że określenie „Zimny Wrzask” w sposób szczególny wiąże się z… wybujałym erotyzmem Cyryla Zimnego. Poeta był bowiem wyjątkowo kochliwy – żenił się ośmiokrotnie, w tym cztery razy z tą samą kobietą, o której powiadał:
- Moja Halinka jest jak bumerang. Wraca do mnie po każdym rozwodzie. –
Zimny Wrzask mieszkał w narożnym domu przy ul. Kanałowej.


Ulica Kanałowa 15, na Okolu w Bydgoszczy




Twórczość:



Ojcowizna obżarta

Ogromnie oddana ogórkom
W okamgnieniu
Objadła ojca

Olu Olu
Oko ocieka okrutnie –

Okultyzm w okularach

Robota Rebeki

Rebeko –
Robaki w racuchach rojne

Rebeko –
Rodzynki rdzewieją w rododendronie

Rebeko
Rebeko –
Rezeda ryje rezerwuar!

Rebeko
Rozumiesz?

Ale Rebeka roboty nie ruszy –
Rada
Rogowieje rezygnacją

Albowiem Rebeka rąbie rower
Dla relaksu

Kontrabas z krewetkami

- Komu krewetki komu krewetki! –
Karol kochanek Kornelii
Kurtuazyjnie
Kołysał w kolasie kościelnej
Kontrabas kontratenora

-Krewetki karmione kabanosem!
Krewetki krajane z kaloszem! –
Krzyczał pod kościołem
Krzyczał nad kontrabasem
A krewetki w kontrabasie
Kolorami korpusów
Klekotały niczym kordelasem

A kiedy kontratenor
W kawiarni
Kokluszem kaleczył kantatę
A kelnerki
Koturnami kokietowały klientów
Kornelia kordzikiem Karola
Kartofle na kandelabrze
Dla księżych koni u kolasy
Krzepko kroiła na krzyż

- Krewetki z kapustą kiszoną!
Krewetki z karotką kruszoną! –

Kanarki w kawiarni kwiliły
Kubki z kawą krążyły
Klienci kasłali
Bo kontratenor pod krawatem
Wciąż katastrofalnie
Kompozycję kreślił koloraturą

Ale kadukiem kochanym
Katującemu kantatę kaszlem
Klapnęły kalesony
Więc kelnerki kwaśne jak korniszony
Kanarki w klangorze
Kułaki kawoszy w klaskaniu

I tylko krewetki w kontrabasie
Niby kolumna katedry
Kraśniały Kornelii i Karolowi
Kwotą kupna –
Katechizmem kumulacji

Eskapizm etniczny

Na etacie etruskologa
Edward emanował egoizmem
Elżbieta zaś jako egiptolog –
Elementarzem elegii

Eterycznie
Echem ewokacji erotycznych eremitów
Edukowała więc Edwarda
By ewoluował emocjami

Edward zaś
Pod esowatym emblematem jej entuzjazmu
Nie estetyzował elegijnie egzystencji
Lecz eksplodował ekstazą energii
Niczym etola elektryczna na etażerce

Odtąd epokę Etrusków Edwarda
Oraz erę Egipcjan Elżbiety
Eksplorował eskapizm etniczny –
Ekspansja etyliny ekstrawertyków
Ekspresja ekonomii Erosa



Tadeusz Kukulski, zwany Miszczu







Z zawodu stolarz. Tak naprawdę poza jednym nigdy nie pisał wierszy, niemniej Hubert Ostoja-Dybowski mawiał o nim, że jest poetą desek trumiennych. Te słowa uznania były zarazem obciążeniem dla Tadeusza Kukulskiego, gdyż każdy w Towarzystwie był święcie przekonany, że zajmuje się on wyrobem trumien, a w rzeczywistości pracował w Bydgoskiej Fabryce Mebli.




Samotny dom przy Czarnej Drodze w Bydgoszczy. 
Po lewej, niewidocznej na zdjęciu stronie ulicy przebiegają tory kolejowe.


W latach istnienia Towarzystwa Poetów Nieznanych mieszkał w kamienicy przy Czarnej Drodze. Często uskarżał się kolegom, że przejeżdżające wzdłuż ulicy pociągi nie dają mu spać. Zaradził temu Ogniomistrz. Załatwił bowiem Kukulskiemu lokum przy ul. Spokojnej. Ogniomistrz w tej materii nie był bezinteresowny: liczył, że Miszczu ożeni się z którąś z jego dwóch córek – Genią lub Renią, chociaż kiedy zaczął je swatać były jeszcze nastolatkami. Niestety, na nowym miejscu Miszczu dał się zaciągnąć do łóżka sąsiadce z poddasza, a ta zaraziła go chorobą weneryczną. Makary Pytel zwany Ogniomistrzem skreślił zatem Miszczu w roli ewentualnego zięcia.




Ulica Spokojna 21, na Bartodziejach w Bydgoszczy


Paradoks związany z przeprowadzką polega na tym, że sąsiedztwo hałaśliwych pociągów Tadeusz Kukulski zamienił na hałaśliwe tramwaje przejeżdżające wzdłuż ulicy Toruńskiej.
Po przejściu na emeryturę wyjechał z Bydgoszczy do siostry zamieszkałej w Gdyni.
Bardzo cenny członek Towarzystwa Poetów Nieznanych, gdyż hojny w stawianiu piwa. Jego przydomek wziął się z jego atencji do twórców – o każdym z szacunkiem wyrażał się per „Miszczu”.


Twórczość


Twórczość Miszczu obejmuje tylko jeden rymowany wiersz, wiersz o Zygmusiu, który w zależności od sytuacji odpowiednio modyfikował. Oto kilka wariantów wiersza:



Zygmuś dzielnym piłkarzem był
I wielkie moce w piłce krył
A gdy się zmęczył i był rad
Bułeczkę z dżemem chętnie zjadł

Zygmuś dzielnym stróżem był
I wielkie moce w miotle krył
A gdy się zmęczył i był rad
Bułeczkę z dżemem chętnie zjadł

Zygmuś dzielnym dentystą był
I wielkie moce w zębach krył
A gdy się zmęczył i był rad
Bułeczkę z dżemem chętnie zjadł


Hubert Ostoja-Dybowski zapytany przez swojego ulubieńca, dlaczego Miszczu kojarzy z trumnami, odpowiedział:
- Beniu, dziwisz się? Spójrz na te łagodne, brązowe oczka u naszego Miszczu, na ten wąs w podkówkę zwinięty jak ogon u skopanego psa. Czyż nie bije z tego oblicza głęboka melancholia? Czyż Miszczu nie wygląda, jakby opłakiwał zło całego świata? Zaręczam ci, że taką twarz powinien mieć każdy idealny przedsiębiorca pogrzebowy. Smutek jamnika odpędzonego od kości to przy nim pikuś. A poza tym Miszczu zawsze upija się na smutno i płacze, że Marysia go nie chce. Ale nie pytaj mnie o Marysię, bo ja nie wiem, kto zacz. Na oczy jej nie widziałem. –




Jan Nepomucen Wątroba, zwany Jan Nepomucen, Nepomucek, Mucek Nep albo Neptyk





Ze względu na swe mało poetyckie nazwisko bardzo drażliwy. Dlatego by przydać powagi zawsze przedstawiał się dwojgiem imion i zawsze żąda, by dwojgiem imion się doń zwracano. Argumentował, że o Bachu też mówi się „Jan Sebastian”.
Prawdopodobnie obsesja śmiesznego nazwiska wzięła się z zawodu miłosnego: Jan Nepomucen był po słowie z pewną panną, lecz ta zerwała zaręczyny, gdyż koleżanki w pracy zaczęły na nią wołać „Wątrobianka” i „Pasztetowa”.
Z zawodu sprzedawca zegarków w sklepie jubilerskim. Uprawiał fraszkopisarstwo. Podobno jego mistrzem duchowym był lakoniczny i dosadny Jan Sztautyger, jednak członkowie Towarzystwa uważali go tylko za bezwstydnego naśladowcę rymowanek Hubertusa. Stąd złośliwie o nim mawiali Nepomucek, Mucek Nep albo Neptyk. Na Janie Nepomucenie tym bardziej sobie używali, iż sam Hubertus ironizował: 


Nie bądź kiep
Jak nasz Mucek Nep

Niemniej warto pamiętać, że fraszkopisarz jako jedyny z Towarzystwa Poetów Nieznanych osiągnął literacki sukces: kilkakrotnie jego drobiazgi były drukowane w niedzielnym wydaniu „Dziennika Wieczornego”. To w jakimś stopniu tłumaczy uszczypliwość kolegów po piórze.
Po upadku komuny w Polsce Jan Nepomucen Wątroba podobno z powodzeniem grał na giełdzie. Potem oszczędności całego życia ulokował w Amber Gold. Gdy parabank okazał się oszustwem, nie odzyskawszy swoich pieniędzy, Jan Nepomucen w 2014 roku powiesił się w swej kawalerce na ul. Adama Grzymały-Siedleckiego 4.




Spojrzenie na ulicę Jasną, na Okolu w Bydgoszczy


Wcześniej mieszkał na Okolu, w nieistniejącym już dziś domu przy ul. Jasnej 19. Mówił, że choć Okole nie należy do bezpiecznych dzielnic, jednak w dzieciństwie nikogo nie musiał się bać, bo dwa domy dalej, pod numerem 23, w latach 1945-1958 mieszkał Feliks Stamm (1901-1976) – słynny trener kadry narodowej w boksie.

Twórczość:

O warzywach

Najlepsze warzywo
To bigos pod piwo

Na jednego jubilera

U niego zegarki
Są fałszywej marki

Co lepsze

Lepiej żłopać wódę
Niż dać psu na budę

Na pewnego poetę

Żadną literaturę
Nie uważa za bzdurę
Gdyż bardziej od czułej matki
Kocha pełne literatki

Na modnisia

Wlazłby w mysią dziurę
By mieć modną skórę

Radzieckie zegarki

Ciężkie to były czasy
Gdy Ruscy kradli cziasy
Lecz się zrobiły w zegarkach widoki
Kiedy zdjełali na rękę „Wastoki”

Na szczęściarza kutwę

Zamiast gotówkę
Nosi podkówkę

Na śmiejących się

Gdy się śmieją zera
Patrz czy nie do sera





sobota, 2 grudnia 2017

W kręgu Hubertusa cz. 2

Po uwagach ogólnych na temat istnienia Towarzystwa Poetów Nieznanych pora przybliżyć sylwetki poszczególnych twórców.
Zdaję sobie sprawę, że wiadomości są niepełne, ale nie mam zbyt wielu źródeł informacji: nie szperałem w archiwum państwowym ani nie kontaktowałem się z wszystkimi poetami. W przypadku Benedykta Orechwo czy Jana Nepomucena Wątroby byłoby to niemożliwe, gdyż obaj – podobnie jak Hubert Ostoja-Dybowski – już nie żyją. Z kolei Miszczu wyjechał do Trójmiasta i zerwał wszelkie kontakty z Bydgoszczą. Być może nawet też już nie żyje.
Dlatego w moich ustaleniach często brakuje rzeczy tak podstawowych jak data i miejsce urodzenia. Niemniej to, co wiem i co w gruncie rzeczy sprowadza się do anegdot o ludziach żyjących gdzieś na peryferiach szarej i smutnej Polski Ludowej, jest na tyle charakterystyczne dla tego środowiska poetyckiego, że warto te skąpe dane przytoczyć, by mieć jako takie wyobrażenie o Towarzystwie.
Udało mi się co nieco zgromadzić ze spuścizny artystycznej ugrupowania. Nie są to utwory rewelacyjne – daleko im do mistrzostwa warsztatu poetyckiego Hubertusa i jego refleksji – niemniej stanowią istotne uzupełnienie informacji o poszczególnych twórcach. Przytaczam je na końcu każdej noty biograficznej.

Na początek sylwetki dwóch poetów.


Makary Pytel – Ogniomistrz; Makar






Urodził się w 1943 roku, w Nowy Jasińcu koło Koronowa. Ukończył Technikum Drzewne, lecz przez wiele lat pracował w Bydgoszczy, w Spółdzielni „Szklarmin” na etacie specjalisty ds. zaopatrzenia. Później różnie bywało – handlował na targu pirackimi filmami i oprogramowaniem, był ochroniarzem w sklepie i na parkingu, a nawet woźnym w przedszkolu. Od 2008 roku na emeryturze.
W latach działalności Towarzystwa Poetów Nieznanych mieszkał w jednym z baraków przy ulicy Władysława Bełzy 18.



ul. Władysława Bełzy 18 w Bydgoszczy



Ożenił się z Teresą Modrakowską, z którą ma cztery córki: Balbinę, Genowefę, Renatę i Adelę. Doczekał się licznych wnuków.
Kiedy żona Ogniomistrza po raz czwarty miała rodzić córkę, mistrz Hubertus tak skomentował dobrą nowinę:

Którą Makar wygibota
Szczęście ją omota
I od brzucha aż do ucha
Czeka na malucha


Na udzielaniu się Ogniomistrza w Towarzystwie Poetów Nieznanych najbardziej zyskała najstarsza córka Makara, czyli piękna Balbina. Otóż korespondencyjnie nawiązała kontakt z synem Benedykta Orechwo zamieszkałym w Kanadzie, uzyskała odeń zaproszenie, wyjechała i osiedliła się w Kanadzie.
Po przemianach ustrojowych w Polsce pomogła młodszym siostrom, Geni i Reni, założyć modny gabinet kosmetyczny „Cleo” przy ul. Jodłowej.

W Towarzystwie Poetów Nieznanych Makar uchodził za szczególnego radykała, gdyż zawsze palił swoje i cudze wiersze – chętnie nawet przed przeczytaniem. Koledzy po piórze podejrzewali jednak, że często niczego nie pisał, a na pastwę ognia wydawał puste kartki.
Jego credo, które podczas ceremonii palenia zwykł wygłaszać:


Poeto
Pośród życia wydarzeń
Bądź ogniomistrzem marzeń
I jak wodę spuszczasz po sraniu
Tak wiersze spal po przeczytaniu

W związku z tak iście płomiennym podejściem do poezji nie zachowały się żadne wiersze artysty.



Benedykt Orechwo






Żył w latach 1921-1994. Z wykształcenia ekonomista. Podobno w 1948 roku jego żona wraz z synem – via Berlin Zachodni – uciekła z Polski do Kanady. Z tego powodu był szykanowany przez komunistów i w pracy nigdy nie awansował. Nigdy też nie pozwolono mu wyjechać poza granice Polski.
Być może z racji wieku i sąsiedztwa – mieszkał w pobliżu Hubertusa, na ul. Ustronie 3, w Bydgoszczy – był ulubieńcem przywódcy Towarzystwa Poetów Nieznanych.



ul Ustronie 3 w Bydgoszczy


Pisał wiersze pięciosłowne, które określał mianem płaszczowców, ponieważ poezje zawsze chował po kieszeniach męskich i damskich płaszczy w sklepach odzieżowych. Do ich pisania nakłonił go sam Hubertus.

Pewnego razu Orechwo wyznał, że chciałby pisać prawdziwe, japońskie haiku, ale żadnego nigdy nie czytał, więc nie wie, jak to się robi. Hubert Ostoja-Dybowski odesłał go do biblioteki miejskiej:

- Ależ Beniu, na Starym Rynku z pewnością znajdziesz zbiór haiku.
- Czytałem, mistrzu, ale to nie są tłumaczenia z japońskiego, tylko z angielskiego i niemieckiego. Czyli są to haiku z drugiej ręki.
- To daruj sobie to haiku. Lubisz sport?
- Lubię.
- To pisz wiersze pięciosłowne.
- Pięciosłowne?
- Tak, takie, które składają się z pięciu słów.
- Ale dlaczego niby z pięciu?
- No bo olimpiada ma pięć kółek. Jest też dyscyplina pięciobój. A ty lubisz sport, czyż nie?
- Lubię. Ale czy to nie będzie za mało słów?
- Beniu, żeby całkowicie życie odmienić, wystarczy jedno „Tak” przed księdzem. A ty masz aż pięć słów! Z tego może powstać epopeja. Wierzę w ciebie.

Podczas popijaw Orechwo skarżył się kolegom, że niełatwo pisać płaszczowce:

- Nie dość, że na dziale damskim ekspedientki brały mnie za fetyszystę, a na męskim za złodzieja, to jeszcze tajniacy mogli się do mnie przyczepić, że ulotki antypaństwowe w odzieży rozpowszechniam. –

Benedykt Orechwo wśród znajomych słynął z wyrobu nalewek własnego pomysłu. Podobno w mieszkaniu miał wąski, wysoki regał, w którym od góry do dołu, w dwóch rzędach, stały butelki jednakiej wielkości i jednakiego kształtu. Wszystkie były zapełnione domową produkcją i opatrzone starannie w tuszu wykaligrafowaną nalepką z nazwą nalewki i datą powstania.
Czasem na spotkania Poetów Nieznanych zabierał jakąś butelkę oraz komplet miniaturowych kieliszków myśliwskich. Najczęściej była to orzechowa „Hubertówka bydgoska”, którą wymyślił na cześć mistrza Hubertusa.
Kiedy Cyryl Zimny pierwszy raz ją kosztował, mocno wydziwiał:

- Beniu, nie bądź skąpiradło. Nalej porządnie, a nie tyle, co kot napłakał. –

Ekonomista spełnił jego życzenie i nalał mu po brzegi kieliszka po stu gramach wódki. Ten chwycił trunek i wychylił duszkiem. Natychmiast oczy wyszły mu na wierzch, zaczął rzęzić i słaniać się na nogach, gdyż Benedykt Orechwo zawsze robił nalewki na czystym spirytusie.

- Co to było, miszczu? – pytał przestraszony Tadeusz Kukulski zwany Miszczu.
- To był zimny wrzask Cyryla Zimnego. – spokojnie oznajmił twórca „Hubertówki”.

Tadeusz Kukulski też doczekał się własnej nalewki. „Tadejka wiewiórówka” zrobiona na śliwkach nie była jednak hołdem dla jego twórczości, lecz przypomnieniem karesów z jurną sąsiadką Zofią Fijałkowską zakończonych chorobą weneryczną.


Twórczość:



4.

On
Ona –

Jabłko w zenicie

8.

Mąka słów
Męką dla nich

19.

Spojrzenie sąsiadki –
Trucizna w oknie

60.

Obiad! –
Aż żaby w brzuchu

83.

Koty na dachu –
Hałas miłości

96.

Zmęczenie dniem –
Nawet książka zasypia